Dziś pierwsza z obiecanych recenzji zakupionych przeze mnie w Hiszpanii kosmetyków marki Babaria. Zaczynam od kremu do rąk, bo używam go najdłużej i myślę, że mam już wyrobione zdanie na jego temat.

Na początek może kilka słów o samym kremie. Kosmetyk zapakowany jest w plastikowe okrągłe pudełko o pojemności 250 ml (normalna jego pojemność to 200 ml, mnie udało się upolować wersję + 50 ml gratis). Jego data ważności to 12 miesięcy od otwarcia. Został wyprodukowany w Hiszpanii i nie jest testowany na zwierzętach. Krem zawiera owies, soję i glicerynę. Na opakowaniu nie znajdziemy szczegółowych informacji o jego działaniu, ale na stronie internetowej producenta przeczytamy, że owies ma właściwości zmiękczające skórę, zapobiega tworzeniu się pęknięć, natomiast gliceryna pomaga zatrzymać wodę, zapobiega wysuszeniu skóry (tłumaczenie przy użyciu translatora z j. hiszpańskiego, więc wybaczcie ewentualne niedociągnięcia językowe). Jeśli chodzi o jego skład, to trzeba mieć na uwadze, że kosmetyki Babaria to nie kosmetyki naturalne, tylko kosmetyki z naturalnymi składnikami. W składzie aż roi się od chemii, pojawiają się m.in. parabeny.

Ingredients: Aqua (Water), Glycerin, Paraffinum Liquidum, Stearyl alcohol, Cetyl Alcohol, Avena Sativa (Oat) Straw Extract, Glycine Soja Extract, Tocopheryl Acetate, Parfum (Fragrance), Ceteth-24, Propylene Glycol, Phenoxyethanol, Sodium Carbomer, BHT, Tetrasodium EDTA, Methylparaben, Acrylates/Vinyl Isodecanoate Crosspolymer, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Methylisothiazolinone, CI 19140 (FD&C Yellow 5), CI 16035 (FD&Red No 40), CI 42090, Benzyl Benzoata, Benzyl Salicylate, Citronellol, Coumarin, Eugenol, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene, Carboxaldehyde.
Patrząc na ten skład obawiam się, że nie zaryzykowałabym nakładania kosmetyków tej firmy na twarz, chociaż nie wiem, czy te do twarzy też są tak napakowane chemią. Ale ręce są mniej wrażliwe więc krem chętnie wypróbowałam. Obawiam się jednak, że alergicy mogliby mieć z nim problem.
Przechodząc do właściwości kremu:
1. Właściwości fizyczne: Konsystencja, zapach
Krem ma gładką, niezbyt gęstą konsystencję. Dzięki temu bardzo łatwo się rozprowadza i nie potrzeba go dużo, aby pokryć nim całe ręce. Jest nieco tłustawy. Zapach jest delikatny, przyjemny, nico mydlany.
2. Opakowanie
Jest największą wadą tego kremu. Duże, zakręcane pudełko kiepsko sprawdza się w przypadku kremu do rąk. W praktyce po każdym użyciu opakowanie było ubabrane kremem. Denerwowałam się także, gdy szybko, tuż przed wyjściem z domu chciałam go użyć. Odkręcenie i zakręcenie takiego pudełka zajmuje jednak trochę czasu. Udało mi się ten problem rozwiązać, po zużyciu ok. 1/3 opakowania - przełożyłam go do opakowania po żelu pod prysznic Organique z pompką (jak to dobrze, że je zostawiłam) i teraz bardzo wygodnie się go używa, chociaż przy przekładaniu nie obyło się bez drobnych strat.
3. Działanie
Krem nie tyle nawilża, co bardziej pozostawia uczucie przyjemnego natłuszczenia. Bezpośrednio po użyciu pozostawia wrażenie lepkości, ale stosunkowo szybko się wchłania i to uczucie znika. Najlepsze efekty daje przy użyciu większej ilości, stąd najlepszy jest do stosowania na noc lub gdy możemy sobie pozwolić na posiedzenie z natłuszczonymi rękami przez chwilę - niekoniecznie jest odpowiedni do doraźnego nawilżania po każdym myciu rąk, Po użyciu skóra rąk jest gładka i miękka. Ładnie pielęgnuje skórki wokół paznokci.
4. Podsumowanie
Krem do rąk z owsem marki Babaria to bardzo dobry krem, do użycia przede wszystkim w charakterze maski. Moja skóra rąk wymaga porządnego nawilżania po każdym myciu i w tej kwestii ten krem przegrywa z moim ulubionym kremem Dove. Ale nałożony grubszą warstwą na noc pozwala na uzyskanie miękkiej, gładkiej skóry rąk i wypielęgnowanych skórek wokół paznokci. Skład jest mocno chemiczny, więc podejrzewam, że alergikom może nie służyć, ale cieszą naturalne ekstrakty roślinne. Minusem niewątpliwie jest opakowanie - niezbyt wygodne, ale można sobie z tym problemem poradzić.
Ogólna ocena: 5-
Aha, jeszcze jedno: Cena. Nie pamiętam dokładnie, ale kosztował mnie ok. 1,5 euro (na pewno poniżej 2 euro). Co daje nam cenę poniżej 10 zł za 250 ml naprawdę fajnego kremu. Nie wiem, czy można zdobyć go od oficjalnego polskiego dystrybutora, ale jeśli nawet to podejrzewam, że cena byłaby kosmiczna. Na stronie iperfumy, gdzie te kosmetyki sprzedawane są "nieoficjalnie" 200 ml opakowanie kosztuje ponad 22 zł. Różnica dość duża. Dlatego polecam zaopatrzyć się w niego przy okazji wakacji w Hiszpanii :).
 |
| Źródło: se.pl |