czwartek, 11 września 2014

RECENZJA: Gold Essence Płatki kolagenowe

Wczoraj przetestowałam kolagenowe płatki pod oczy Gold Essence wyprodukowane przez L'bioticę dla Biedronki. Recenzja będzie krótka, bo będzie wynikiem tylko jednorazowego ich użycia. Zapewne więcej można by o nich powiedzieć po kilkukrotnym użyciu, ale kupiłam tylko jedne i więcej póki co nie planuję, więc potraktujmy to może nie jako recenzję sensu stricto, tylko jako opinię z kategorii "pierwsze wrażenie".


Zacznę od aplikacji, która sprawiła mi troszkę problemów. Płatki są miękkie, jakby żelowe i po wyjęciu z opakowania zaczęły mi się zwijać. Na szczęście nie sklejały się i udało mi się je rozprostować. Po przyłożeniu do skóry nie za bardzo chciały się trzymać. Na opakowaniu znajduje się informacja, że płatek powinien ściśle przylegać do skóry. Niestety pod płatkami tworzyły się bąbelki powietrza albo marszczyły się lub odklejały z jednej strony, gdy przygładzałam drugą. Po kilku minutach udało mi się mniej więcej je wyrównać, ale na pewno nie przylegały ściśle na całej szerokości, Może to kwestia wprawy, a może kształtu moich oczu - nie wiem. Po naklejeniu płatki były lekko wyczuwalne na skórze, ale nie drażniły mnie więc dałam radę wytrzymać w nich przepisowe 30 min.  

W kwestii działania - bo to chyba najważniejsze - zauważyłam pozytywny efekt. Mam dość duże "worki" pod oczami, które faktycznie pod wpływem płatków jakby się wchłonęły. Cienie też mam wrażenie delikatnie się rozjaśniły. Ogólnie mam wrażenie, że skóra zrobiła się bardziej miękka i napięta. Efekt nadal się utrzymuje, zobaczymy jak długo :). Myślę, że takie płatki świetnie spiszą się w celu poprawy wyglądu skóry wokół oczu przed imprezą, ważnym wyjściem, albo po ciężkim dniu lub nocy. 

A teraz tylko krótka dodatkowa informacja odnośnie serum z tej samej serii - póki co wstrzymałam się z jego używaniem. Nie jestem specjalistką od składników kosmetycznych, a ponieważ skład serum jest dość długi, wpisałam kilka nieznanych mi substancji do wyszukiwarki. Okazało się, że zawiera substancje konserwujące, których nie powinny stosować kobiety w ciąży i w okresie karmienia. I teraz jestem w kropce. Zakładam, że stężenie tych związków jest malutka, poza tym zdolność przenikania kosmetyków przez skórę jest minimalna, ale czy warto ryzykować? Muszę poszukać dodatkowych informacji na ten temat. 

wtorek, 9 września 2014

Nowości z Biedronki

Sto lat mnie tu nie było! Ale czuję się usprawiedliwiona, bo dużo się w moim życiu działo i zmieniało. Myślę o tym, aby opierając się na doświadczeniach z ostatniego roku poszerzyć tematykę bloga, ale to przyszłościowo. Teraz wracamy do tego, co tygryski lubią najbardziej - kosmetyków.

Nie jestem częstym gościem sklepu Biedronka, ale odkąd jeden otworzył się w mojej okolicy - zdarza mi się tam czasem zaglądać. Dziś powodowana chęcią zjedzenia czegoś smakowitego weszłam na chwilę i oprócz opakowania lodów, zakupiłam kilka rzeczy, których wcześniej nie widziałam. Nie śledzę asortymentu Biedronki, więc nie wiem, jak długo te kosmetyki są u nich dostępne, które z nich to nowości itp., ale dla mnie wszystkie one są nowe, nigdy z nich nie korzystałam i chętnie sprawdzę, jak będą się stosować.



1. GOLD ESSENCE Rozświetlenie. Aktywne serum do twarzy
Wg opisu producenta - znanej mi z innych produktów firmy L'biotica - jest to aktywne serum do twarzy na bazie złota, elastyny i kwasu hialuronowego. Ma rozświetlać, ujędrniać i nawilżać. Serum ma gęstą, żelową konsystencję z widocznymi złotymi drobinkami. Pachnie bardzo delikatnie. 

Skład: Aqua, Glycerin, Pentylene Glycol, Hydrolyzed Elastin, PEG-12, Dimethicone, Carbomer, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Parfum, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Calcium Aluminum Borosilicate, Cl 77891, Silica, Cl 77491, Tin Oxide, TEA

Skład jest mocno chemiczny, ale chociaż cenię sobie kosmetyki naturalne - nie uciekam całkiem od chemii. Mam jedynie obawy co do tego, czy mnie nie zapcha. No i te drobinki - na pewno będą widoczne na skórze, nie jestem pewna czy ten efekt będzie mi się podobał. Będę testować i zobaczymy. 

Za 10 ml buteleczkę z dozownikiem płacimy 7,99 zł.

2. GOLD ESSENCE Kolagenowe płatki pod oczy. Cienie & Obrzęki
Jest to kosmetyk na bazie złota i kolagenu, który ma zredukować cienie i obrzęki pod oczami. To także jest produkt firmy L'biotica. W opakowaniu mamy dwa złote płatki zanurzone w żelu. Kiedyś miałam już jakieś podobne płatki i były ok. Zobaczymy, czy moje podkrążone oczy odzyskają blask, bo w wygładzenie zmarszczek jakoś nie wierzę :). 

Skład: Aqua. Glycerin, Chondrus Crispus, Agar, Hydroxyethyl Cellulose, Potassium Chloride, Gold, Collagen, Aloe Extract, Allantoin, Disodium Edta, Lavender Oil, Methylparaben, Propylparaben, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate

Za dwa płatki płacimy 4,99 zł. 

3. BODY CLUB Kąpiel do stóp. Musujące tabletki
Kosmetyk przeznaczony do moczenia stóp. Ma zmiękczać naskórek i przyspieszać jego regenerację. Zawiera też składniki antygrzybiczne. Zawiera naturalne olejki i 10% mocznik. Występuje też w wersji do moczenia rąk. Każda tabletka zapakowana jest w osobną folię. Pachną przyjemnie - cytrynowo. Na pewno przydatna rzecz, o ile będzie dawać jakieś efekty.

Skład: Sodium Bicarbonate, Sodium Sulphate, Citric Acid, Urea, Parfum, Grape Seed Oil, Avocado Oil, Sodium Benzoate, Gluconolactone, Calcium Gluconate, Limonene, Linalool

Za 6 tabletek o masie 20 g każda płacimy 4,99 zł. 

4. BEBEAUTY Nawilżający krem do rąk
Zawiera olej macadamia. Przeznaczony jest do cery normalnej i suchej. Mam swój ulubiony krem do rąk, któremu jestem wierna od lat, ale raz na jakiś czas lubię spróbować czegoś nowego, chociaż akurat w przypadku tego typu kosmetyków - zwykle się zawodzę i wracam do tego co zawsze się u mnie sprawdza. Zobaczymy jak będzie w tym przypadku. 

Za 125 ml kremu płacimy 3,95 zł.

Jak widać - wszystko są to dość tanie kosmetyki. Krem do rąk jest chyba w stałej ofercie "owadziego dyskontu", nie wiem jak będzie z pozostałymi produktami. Zabieram się do testowania - dam znać o efektach!

sobota, 14 grudnia 2013

RECENZJA Babaria Dezodorant roll-on z aloesem

Dzisiaj będzie krótko. Kiedy pisałam o kosmetykach Babaria, obiecałam je zrecenzować - stąd te posty. Ale spokojnie, został mi już tylko jeden :). Chociaż nie wiem jeszcze, czy na tym poście nie skończę tematu. Zobaczę.

Dezodorant skończyłam i myślę, że parę słów już mogę na jego temat napisać. Zaczynając od początku: przedmiotem recenzji jest dezodorant w kulce marki Babaria. Zamknięty jest w szklanym opakowaniu o pojemności 75 ml.

Skład: Aqua, Aluminium Chlorohydrate, Steareth-2, Isohexadecane, Clyomethicone, Steareth-21, Farnesol, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Proplyparaben, Parfum, Aloe Barbadensis, (puro Aloe Vera 20%).



Dezodorant ma gęstą, kremową konsystencję. Pachnie przyjemnie, ale dość intensywnie, co w przypadku antyperspirantu, dla niektórych, może stanowić wadę. Nie mniej jednak nie zaobserwowałam, żeby zapach dezodorantu przyćmiewał zapach wody toaletowej. W składzie brak alkoholu, jest aloes,który pielęgnuje pachy, ale są i związki glinu, które wzbudzają nieraz niepokój. Nie czas i nie miejsce na analizę tego problemu, ale z informacji, które znalazłam w internecie wynika, że generalnie nie ma się czego bać.

Przechodząc do plusów i minusów: największą zaletą tego dezodorantu jest... SKUTECZNOŚĆ :). Naprawdę działa. Nie każdy antyperspirant się u mnie sprawdza, ten dawał radę w najcięższych warunkach. Faktycznie nawilżał skórę pod pachami i łagodził podrażnienia. Wydaje mi się, że te plusy skutecznie niwelowały ewentualne wady, ale żeby być uczciwym, warto i o nich wspomnieć. Właściwie jedyną wadą produktu jest to, że niestety zostawia białe ślady na ubraniu, więc trzeba uważać z ciemnymi ubraniami. Jako wadę można tez uznać jego dostępność, ale jak już ma się okazję zaopatrzyć w niego w Hiszpanii, gdzie kosztuje poniżej 2 euro - WARTO!

Podsumowując, w mojej opinii jest to bardzo dobry i przede wszystkim skuteczny dezodorant. Chętnie zaopatrzę się w niego ponownie.

wtorek, 12 listopada 2013

Zapowiedź: zapachowe nowości w domu

Dzisiaj drobna zapowiedź. Ostatnio zamarzyło mi się wzbogacenie domowej atmosfery w przyjemny zapach... Nasłuchałam się i naczytałam o świecach zapachowych Yankee Candle, ale stwierdziłam, że kosztują one zbyt dużo, tym bardziej, że zapachy szybko mi się nudzą. No i kot + otwarta świeca = nieszczęście. Postanowiłam więc zaopatrzyć się w kominek do olejków eterycznych i zestaw wosków z YC. Kominek już mam, kupiony w Nanu-Nana za 15 zł. Woski powinny do mnie dotrzeć dziś lub jutro. Już nie mogę się doczekać :). Zapachy zamawiałam w ciemno, na podstawie opisów. Mam nadzieję, że się nie zawiodę. Jak tylko będę mieć jakieś przemyślenia, na pewno o nich napiszę. 

Źródło: goodies.pl

czwartek, 24 października 2013

Ulubieńcy października (i nie tylko)

Co prawda do końca miesiąca zostało jeszcze trochę czasu, ale akurat naszła mnie wena, żeby napisać taki post i czuję, że jeśli nie zrobię tego teraz, to nie zrobię tego wcale. Dziś przedstawiam kosmetycznych ulubieńców października - produkty, które towarzyszyły mi regularnie przez cały październik. Będą to także w dużej mierze ulubieńcy poprzednich miesięcy, bo większości produktów używam od dłuższego czasu, ale z racji mojego stosunkowo niedawnego uaktywnienia się na blogu, nie miałam okazji ich wcześniej pokazać. 



1. Krem do rąk Babaria
Jego recenzję zamieściłam w poprzednim poście. Bardzo lubię używać go obficie na noc. Zmiękcza skórę dłoni, dobrze ją pielęgnuje. Ze względu na niewygodne opakowanie, przełożyłam go do opakowania z pompką po żelu pod prysznic.

Po prawej opakowanie oryginalne, po lewej po przełożeniu do opakowania z pompką
2. Pielęgnacyjny spray bez spłukiwania Schauma Silk-Comb
Zastąpiłam nim dwufazowe odżywki z Gliss Kur. Po prostu potrzebowałam odmiany. Ułatwia nieco rozczesywanie włosów, ale wydaje mi się, że Gliss Kur jednak lepiej mi się sprawdzał. Więc jak skończę tę odżywkę, wrócę raczej do poprzedniej. Ładnie pachnie.  



3. Odżywka do włosów Aussie 3 Minute Miracle Luscious Long
Napakowana silikonami ekspresowa odżywka do włosów długich. Moje (długie) włosy po myciu przypominają jeden wielki kołtun, który potem bardzo ciężko jest rozczesać. Ta odżywka zdecydowanie mi to ułatwia. Włosy są po niej mięciutkie, gładkie i zdecydowanie mniej się plączą. Niestety ze względu na to, że mam włosy bardzo delikatne, cieniutkie muszę uważać na ich obciążanie. Dlatego ze względów bezpieczeństwa nie używam jej przy każdym myciu.


4. Szampon Timotei Pure Naturalne Oczyszczenie
Wcześniej miałam inny szampon z tej serii i byłam zadowolona. Ten też wydawał się być ok. Myślałam, że będzie lekki i delikatny dla skóry głowy, a to najważniejsze przy moich włosach. Na początku tak było, ale wygląda na to, że właściwości oczyszczające okazały się zbyt silne - zaczął mnie podrażniać i przesuszył mi skórę głowy i włosy. Lepiej pewnie by się sprawdził używany tylko od czasu do czasu. 

5. Puder Celebrities Beauty Eveline Cosmetics
Matująco-wygładzający puder mineralny w kompakcie - tak twierdzi producent. I rzeczywiście coś w tym jest. Puder matuje, ładnie wygląda na twarzy. Jestem z niego zadowolona. Zawiódł mnie tylko kolor - zakupiłam kolor Transparent. Dałam się zwieść nazwie, ponieważ widząc, że w opakowaniu jest ciemniejszy niż najjaśniejszy z dostępnych kolor założyłam, że transparentny to transparentny i pewnie na twarzy nie będzie widoczny. To był błąd - puder nadaje cerze kolor, odrobinę jednak dla mnie za ciemny. Zużyję go, a jeśli skuszę się na kolejne opakowanie to wezmę najjaśniejszy z dostępnych kolorów.



5. Mascara Maybelline BigEyes Volum' Express
Zdradziłam na jej rzecz mój ulubiony tusz Maybelline One by One. Jestem zadowolona tak w 90%. Rzęsy wyglądają z nim pięknie, niestety odrobinę za mało pogrubia, a tego właśnie moje rzęsy najbardziej potrzebują.


6. Cienie Inglot nr 326 i 352
Dwa matowe cienie stanowiące podstawę mojego codziennego makijażu w ostatnim czasie: jasny beż na ruchomą powiekę i ciemny brąz z delikatną nutą bordo (zdjęcie niestety nie oddało jego koloru) na załamanie powieki. Cieni Inglot chyba nie muszę nikomu przedstawiać :).





piątek, 18 października 2013

RECENZJA: Babaria. Krem do rąk z owsem

Dziś pierwsza z obiecanych recenzji zakupionych przeze mnie w Hiszpanii kosmetyków marki Babaria. Zaczynam od kremu do rąk, bo używam go najdłużej i myślę, że mam już wyrobione zdanie na jego temat.


Na początek może kilka słów o samym kremie. Kosmetyk zapakowany jest w plastikowe okrągłe pudełko o pojemności 250 ml (normalna jego pojemność to 200 ml, mnie udało się upolować wersję + 50 ml gratis). Jego data ważności to 12 miesięcy od otwarcia. Został wyprodukowany w Hiszpanii i nie jest testowany na zwierzętach. Krem zawiera owies, soję i glicerynę. Na opakowaniu nie znajdziemy szczegółowych informacji o jego działaniu, ale na stronie internetowej producenta przeczytamy, że owies ma właściwości zmiękczające skórę, zapobiega tworzeniu się pęknięć, natomiast gliceryna pomaga zatrzymać wodę, zapobiega wysuszeniu skóry (tłumaczenie przy użyciu translatora z j. hiszpańskiego, więc wybaczcie ewentualne niedociągnięcia językowe). Jeśli chodzi o jego skład, to trzeba mieć na uwadze, że kosmetyki Babaria to nie kosmetyki naturalne, tylko kosmetyki z naturalnymi składnikami. W składzie aż roi się od chemii, pojawiają się m.in. parabeny. 

Ingredients: Aqua (Water), Glycerin, Paraffinum Liquidum, Stearyl alcohol, Cetyl Alcohol, Avena Sativa (Oat) Straw Extract, Glycine Soja Extract, Tocopheryl Acetate, Parfum (Fragrance), Ceteth-24, Propylene Glycol, Phenoxyethanol, Sodium Carbomer, BHT, Tetrasodium EDTA, Methylparaben, Acrylates/Vinyl Isodecanoate Crosspolymer, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Methylisothiazolinone, CI 19140 (FD&C Yellow 5), CI 16035 (FD&Red N40), CI 42090, Benzyl Benzoata, Benzyl Salicylate, Citronellol, Coumarin, Eugenol, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene, Carboxaldehyde. 

Patrząc na ten skład obawiam się, że nie zaryzykowałabym nakładania kosmetyków tej firmy na twarz, chociaż nie wiem, czy te do twarzy też są tak napakowane chemią. Ale ręce są mniej wrażliwe więc krem chętnie wypróbowałam. Obawiam się jednak, że alergicy mogliby mieć z nim problem. 

Przechodząc do właściwości kremu:
1. Właściwości fizyczne: Konsystencja, zapach
Krem ma gładką, niezbyt gęstą konsystencję. Dzięki temu bardzo łatwo się rozprowadza i nie potrzeba go dużo, aby pokryć nim całe ręce. Jest nieco tłustawy. Zapach jest delikatny, przyjemny, nico mydlany. 


2. Opakowanie
Jest największą wadą tego kremu. Duże, zakręcane pudełko kiepsko sprawdza się w przypadku kremu do rąk. W praktyce po każdym użyciu opakowanie było ubabrane kremem. Denerwowałam się także, gdy szybko, tuż przed wyjściem z domu chciałam go użyć. Odkręcenie i zakręcenie takiego pudełka zajmuje jednak trochę czasu. Udało mi się ten problem rozwiązać, po zużyciu ok. 1/3 opakowania - przełożyłam go do opakowania po żelu pod prysznic Organique z pompką (jak to dobrze, że je zostawiłam) i teraz bardzo wygodnie się go używa, chociaż przy przekładaniu nie obyło się bez drobnych strat. 

3. Działanie
Krem nie tyle nawilża, co bardziej pozostawia uczucie przyjemnego natłuszczenia. Bezpośrednio po użyciu pozostawia wrażenie lepkości, ale stosunkowo szybko się wchłania i to uczucie znika. Najlepsze efekty daje przy użyciu większej ilości, stąd najlepszy jest do stosowania na noc lub gdy możemy sobie pozwolić na posiedzenie z natłuszczonymi rękami przez chwilę - niekoniecznie jest odpowiedni do doraźnego nawilżania po każdym myciu rąk, Po użyciu skóra rąk jest gładka i miękka. Ładnie pielęgnuje skórki wokół paznokci.

4. Podsumowanie
Krem do rąk z owsem marki Babaria to bardzo dobry krem, do użycia przede wszystkim w charakterze maski. Moja skóra rąk wymaga porządnego nawilżania po każdym myciu i w tej kwestii ten krem przegrywa z moim ulubionym kremem Dove. Ale nałożony grubszą warstwą na noc pozwala na uzyskanie miękkiej, gładkiej skóry rąk i wypielęgnowanych skórek wokół paznokci. Skład jest mocno chemiczny, więc podejrzewam, że alergikom może nie służyć, ale cieszą naturalne ekstrakty roślinne. Minusem niewątpliwie jest opakowanie - niezbyt wygodne, ale można sobie z tym problemem poradzić. 
Ogólna ocena: 5-

Aha, jeszcze jedno: Cena. Nie pamiętam dokładnie, ale kosztował mnie ok. 1,5 euro (na pewno poniżej 2 euro). Co daje nam cenę poniżej 10 zł za 250 ml naprawdę fajnego kremu. Nie wiem, czy można zdobyć go od oficjalnego polskiego dystrybutora, ale jeśli nawet to podejrzewam, że cena byłaby kosmiczna. Na stronie iperfumy, gdzie te kosmetyki sprzedawane są "nieoficjalnie" 200 ml opakowanie kosztuje ponad 22 zł. Różnica dość duża. Dlatego polecam zaopatrzyć się w niego przy okazji wakacji w Hiszpanii :).

Źródło: se.pl


wtorek, 15 października 2013

ULUBIONE: Podkład Bourjois Healthy Mix

Nie jestem jakimś "makijażowym freakiem", malować zaczęłam się już jako dorosła osóbka i robię to raczej delikatnie. Ze względu na to, że nie kupuję tony produktów - bo ich zwyczajnie nie potrzebuję - ciągle jeszcze wiele ulubionych kosmetyków czeka na odkrycie. 
W toku mojej makijażowej historii udało mi się jednak znaleźć ulubiony podkład. Jest nim znany chyba wszystkim choć trochę interesującym się tematem podkład Bourjois Healthy Mix. Używałam go w wersji Serum i Rozświetlającej. Szczerze mówiąc nie widzę między nimi specjalnej różnicy :). Moim pierwszym podkładem była ta pierwsza wersja, teraz używam rozświetlającej i jestem tak samo zadowolona. Muszę jeszcze dotrzeć do wersji klasycznej, bo jakoś dziwnym trafem jeszcze mi się nie udało :).
Źródło: bourjois.pl


Podkład jest lekki, bardzo dobrze się rozprowadza. Nie kryje super mocno, więc nie nadaje się dla kogoś, kto szuka megatapety. Ale dla mnie to akurat plus. Nie mam dużych problemów z cerą więc delikatne krycie jest dla mnie wystarczające. Podkład Healthy Mix pięknie wyrównuje koloryt skóry, dodaje blasku, ożywia buzię. Ponadto nie powoduje wysychania skóry i nie zatyka porów (a miewam z tym problemy). Dodatkowym plusem jest dość szeroka gama kolorystyczna - są nawet bardzo jasne odcienie. Utrzymuje się też całkiem długo. I pompka! Bardzo ułatwia użytkowanie i jest higieniczna :)
Źródło: bourjois.pl
Ja używam kolorów 51 (najjaśniejszy) i 52 - 52 latem, gdy jestem opalona, mieszankę w okresie przejściowym i 51 zimą, gdy jestem bardzo blada. 
Źródło: bourjois.pl (zmodyfikowane)
Nie twierdzę, że to jest najlepszy podkład na świecie. A już na pewno nie że dla każdego. Ale póki co nie mam potrzeby szukania innego, bo tej jest dla mnie idealny. Jeśli kiedyś go zmienię, to raczej z potrzeby wypróbowania czegoś nowego i zwykłej ciekawości.